Joanna Senyszyn ogłosiła chęć udziału w wyścigu o fotel prezydencki.
Policzmy w takim razie ilu kandydatów mamy z lewej strony
Biejat Magdalena
Senyszyn Joanna
Szumilewicz Piotr
Witkowski Waldemar (prawdopodobnie)
Zandberg Adrian
Z jakieś może osiem, dziesięć procent uda się ugrać.
Razem oczywiście, chociaż wszyscy osobno.
Tylko jak na razie trzeba te sto tysięcy podpisów zebrać.
Ale internety tak to widzą 😁

Niech startują.
OdpowiedzUsuńKandydatów jak psów i żaden z wymienionych nie osiągnie nawet 5% poparcia. Ba, nie zdziwiłbym sie gdyby oni łącznie 5% zdobyli. Ale przynajmniej jest okazja pokazać jak bardzo lewica jest podzielona 😉
OdpowiedzUsuńKonfederacja też chętnych ma więcej. Chwilowo trzech, ale kto wie, co będzie dalej.
OdpowiedzUsuńTo jakieś żarty, to ilu ich będzie finalnie?
OdpowiedzUsuńPatrząc z innej strony...lewica mimo procentowo niewielkich zasobów ludzkich w porównaniu do ,,naczelnych,, przodowników - ma w czym wybierać...
OdpowiedzUsuńPatrz, a mówi sie zwykle o czarnym koniu rywalizacji i gdzie dwóch sie bije tam trzeci korzysta, a w memie.........to co widać ;-)
I to jest cały komentarz do stanu polskiej lewicy. I dokładnie tym mnie wkurzyli na dobre w roku 2015. Najpierw Miller wykosił ludzi Kwaśniewskiego, potem młodych wilczków, potem wrzucił do kandydowania na prezydenta taką panią, której zaletą miało być to, że jest ładna, ośmieszył partię na amen, pani później zdradziła na rzecz PiS, do tego jeszcze włączył się w tzw. międzyczasie Zandberg. No i od tamtej pory mamy stan istnienia pozornego lewicy, bo właściwie nie wiadomo, która to jest ona lewica, nie mówiąc już o tym, czego chce prócz stołków.
OdpowiedzUsuńZ jednej strony, dobrze jest mieć wybór, z drugiej duża część to promilowi kandydaci, dużo entuzjazmu, zero potencjału do wygranej.
OdpowiedzUsuń